Ronnie’s POV
-Nie udawaj, Ronnie!- moja najlepsza przyjaciółka Mona
powiedziała patrząc się na mnie wprost zza jej Frappuccino.
-Nie wiem, o czym mówisz.
-O wszystkich „NIE NAWIDZĘ ONE DIRECTION” rzeczach. Nie
możesz mnie okłamywać.
-Jesteś świnią! Ja ich NIE KOCHAM. Oni są po prostu
kutasami, męskimi dziwkami, którzy myślą że mogą przelecieć każdą dziewczynę,
która omdleje przed nimi przez tylko jedno pieprzone mrugnięcie od jednego
pieprzonego chłopaka z One pieprzonego DIRECTION!
-Yeah racja. A ja jestem Oprah Winfrey. – zaśmiała się.
-Spoko, w takim razie po prostu zacznę nazywać cię Oprah.
-Jesteś głęboko zagubioną dziewczynką, wiesz?
Wstałyśmy od naszego stolika, Mona wyrzuciła swoje
Frappucino do kosza i poszłyśmy w stronę parkingu.
-Ja po prostu nie chcę iść. Nie chcę! Pieprzony
poniedziałek.
-Kochasz ich!
-NIENAWIDZĘ ONE DIRECTION!- krzyknęłam. Ludzie odwrócili się
w nasza stronę.
-Przestań, Ronnie. W innym wypadku będę musiała zacząć
udawać, że cię nie znam.
Odwróciła się w stronę drogi do mojego BMW.
-OPRAH! – zaśmiałam się głośno.
Zakryła uśmiech na twarzy dłońmi i poczekała przy
samochodzie.
-Więc… wciąż jesteśmy umówione dziś wieczorem? – zapytała mnie.
-Co jest wieczorem?
-IMPREZA POŻEGNAAAALNA!- krzyknęła z całych sił, wyrzuciła
ręce w powietrze i zaczęła śpiewać piosenkę LMFAO – Party Rock Anthem.
-Dobra, Oprah. Serio, skończ.
-Jesteś zawstydzona przeze mnie?
-Troszeczkę.
-Dobrze.
*
-Więc to jest Zayn. Harry. Louis. Niall…i mój osobisty
ulubieniec, Liam. Jak wiesz, mój przyszły mąż.
Spojrzałam na ogromny plakat ONE DIRECTION wiszący na jej
ścianie.
-Więc ten z kręconymi włosami to Harry a blondyn to Louis?
-NIE. Blondyn to Niall. IRLANDCZYK.
-Okey…twój mąż to Liam, najseksowniejszy to Zayn a w paski
to Lewis. Mam racje?
-Okey, po pierwsze to LOUIE, nie LEWIS.
-Okey, dobra.
Zdjęłam mój szary sweter przez głowę.
-Choć zrobić zdjęcie!- powiedziała i założyła swoje okulary
przeciwsłoneczne z Channel na nos.
Wzięłam swoje Ray Bany i uśmiechnęłam się. Kiedy zdjęcie
zostało zrobione zaczęłyśmy pić Jacke Daniels’a dopóki nie padłyśmy pijane na
podłogę.
*
-Ronnie. RONNIE. RONIEEEEE! – usłyszałam głos z daleka.
Mona potrząsnęła mną i otworzyłam oczy.
-Co suko?
-Jest poniedziałeeek! – zaśpiewała.
-Pieprzyć poniedziałek.
-Yeah… musisz być na lotnisku.
-Kiedy? – wymamrotałam podczas mycia zębów.
-Ugh jakoś….TERAZ.
-Żaden problem. Celebryci zawsze się spóźniają. –
powiedziałam.
-Tak, wiem. Ale One Direction zawsze są na czas, uwierz mi.
Oni mają Liama.
-Mówiłam o sobie suko!
- Oh.- zaśmiała się.
-Będę za tobą tęsknić Ron.
Zatrzymałam się przy drzwiach.
-MOGŁABYŚ PRZESTAĆ NAZYWAĆ MNIE TAK?!
Uścisnęła mnie.
-Kocham cię- powiedziała.
-Wiesz, też cię nienawidzę.
-Będzie dobrze! Będziemy rozmawiać przez Skype, prawda?
-Tak!
-Tam czeka na ciebie auto. Twoje wszystkie ciuchy już tam
są, razem z czymś specjalnym ode mnie.
Uśmiechnęłam się i weszłam do samochodu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz